Jesień w Bieszczadach

Jesień zadomowiła się już u nas na dobre. Drzewa tracą liście, które to tworzą przepiękne czerwono-rudawe dywany. Prawdziwa polska jesień!

Najpiękniejszą jesień widziałam jednak w Bieszczadach, jeszcze jako dziecko. Bieszczady to przede wszystkim lasy: iglaste, ale i te mieszane. Bieszczady to łąki i połoniny, które jesienią przeplatają się kolorami: żółtym, czerwonym i brązowym. Myślę, że spokojnie można porównać bieszczadzką jesień do tej kanadyjskiej!

Ratujmy cerkiew w Bystrem

Spotkało mnie ostatnio coś miłego. Otóż dostałam maila od Pana Tomasza z bieszczadzkiego oddziału TOnZ (Towarzystwo Opieki nad Zabytkami) z podziękowaniami za wstawiennictwo na blogu (pod postem o cerkwii) w sprawie ratowania cerkwi w Bystrem.

No nie mogłam zrobić inaczej, ponieważ ta cerkiew jest mi szczególnie bliska, od lat jest obowiązkowym punktem każdej mojej wizyty w Bieszczadach. Świetnie wygląda latem, zimą, wiosną i jesienią. Jest wdzięcznym modelem do fotografowania, a do tego jest taka dostojna, tajemnicza i urokliwa. Tak jak inne cerkwie, tak i ta jest charakterystycznym dla bieszczadzkiego krajobrazu elementem.

Tak na szybko

Udało się i na tydzień zawitałam w Bieszczady. Radość me serce rozpiera. Szczęśliwam okrutnie! Poza tym, że na zmianę trochę pada a trochę leje, roboty mam po pachy. Święto się szykuje. Maryśkoo i Władek złote wesele obchodzić będą. 50 lat razem!

Od początku tygodnia sukcesywnie zwozimy do chałupy wszystko co się da. Pieczemy, gotujemy, pierzemy, myjemy sprzątamy i nie wiem co jeszcze... W między czasie Maryśkowee, wytresowane zresztą krowy dokuczają (z częstotliwością 2 razy dziennie) sąsiadce wyjadając jej z ogródka. Nam zresztą też! Np. dziś w nocy pod naszym oknem jedna z nich postanowiła śpiewać. Tak okropnie zawodziła, że dopiero rozmowa nocna pomogła.

Uwaga będzie smutno

Uwaga będzie smutno, bo tak właśnie jest mi dzisiaj. Smutno bardzo.
Miałam dziś sporo czasu dla siebie i wzięłam się za nadrabianie zaległości w czytaniu blogów. A miałam ich w ostatnim czasie naprawdę dużo.

Zaczęłam więc od mojego ulubionego bloga Magody, którego chłonę od deski do deski. Jagoda mieszka w Bieszczadach. Kilka lat temu zostawiła wszystko i rozpoczęła nowe życie właśnie w Bieszczadach. O tym swoim bieszczadzkim życiu pisze przepięknie na swoim blogu i nie raz zdarzyło mi się wzruszyć w czasie jego czytania. Nie inaczej było i dzisiaj!

Chcieć znaczy móc!

Zastanawiałam się jak to jest, że ludzie mieszkający w Bieszczadach są tak zdeterminowani i najczęściej udaje im się osiągnąć cel. Mało tego, stawiają dzielnie czoła starości! A ja starości boję się okrutnie. Znam takie osoby, które w wieku 70 lat są praktycznie wykluczone z życia. Spędzają całe dnie w domu, nie maja żadnych zainteresowań, planów, nie można się z nimi dogadać. A jedyne na co czekają to śmierć. Takiej starości boję się bardzo!
Na szczęście znam też takie osoby, które mają mnóstwo planów,a co najważniejsze realizują je nie zwracając uwagi na przeciwności losu. Byle do przodu...

No dobrze, czas posypać głowę popiołem i przyznać się oficjalnie!
Oj, zaniedbałam bloga bardzo, oj tak! Ostatnio czasu nie starcza mi na wiele rzeczy, w tym pisanie na blogu.

Przez ostatni rok wiele zmieniło się w moim życiu. Trochę zostało wywrócone do góry nogami. W związku ręce pełne mam roboty, dosłownie i w przenośni ;) W tym czasie w Bieszczadach byłam tylko dwa razy, w zeszłym roku w lato i w lutym tego roku. Z tym, że w lutym pobyt tam był krótki, ale szczególny. Pozwolił mi się wyciszyć, wyspać i odpocząć od wszystkich problemów. Zamknęłam się w mojej samotni i miałam wszystko w ... nosie :)

Polańczyk nad Soliną

Pisałam niedawno o Chrewcie nad Soliną. Dziś chciałabym napisać trochę o Polańczyku. Polańczyk to (teoretycznie) wieś położona nas Zalewem Solińskim, która słynie przede wszystkim z tego, że na jej terenie znajduje się największy w Bieszczadach zespół sanatoriów i uzdrowisk. W Polańczyku więc spotkać można całe mnóstwo kuracjuszy i turystów pragnących skorzystać z jego dobrodziejstw. A rzeczywiście jest z czego korzystać, ponieważ Polańczyk ma doskonale rozwinięte zaplecze turystyczne.

Smutno bardzo...

Rzecz wydarzyła się okrutnie straszna. Władek, mąż Maryśkiii miał bardzo rozległy zawał. Na szczęście udało się go odratować i czeka teraz na operację w szpitalu.

Rozstanie to, dla pary z 50-cio letnim stażem jest ogromnym stresem. Władek dobrze po 70-stce prawie od 50-ciu lat - odkąd sprowadził się w Bieszczady - domu na dłużej nie opuszczał. A tu na starość przyszło mu spędzić tyle dni w szpitalu, z dala od swojego własnoręcznie wybudowanego domu, zwierząt a przede wszystkim od Maryśkiii. Nie śpi, nie je, tęskni...

Chrewt nad Zalewem Solińskim

Dla większości z nas urlop nad Zalewem Solińskim kojarzy się tylko z pobytem w Solinie. A jednak poza Soliną jest kilka ciekawych miejscowości, w których taki urlop można spędzić i korzystać z całego dobrodziejstwa "bieszczadzkiego morza". Jedną z takich miejscowości jest Chrewt, położony przy małej pętli Bieszczadzkiej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...