Krowy, grzyby i inne bieszczadzkie sprawy

Tyle się tu dzieje, że sama nie wiem od czego zacząć. Może na początek od spotkania po latach, które skończyło się okrutnym kacem. Dwie okazje. Pierwsza - zobaczyłyśmy się z przyjaciółką po ponad dwóch latach, druga – urodziny znajomego bieszczadnika. Było piękne. Ognisko w lesie a następnego dnia okrutny ból głowy.

Nie tracąc rozpędu zafundowaliśmy sobie z naszą bieszczadzką paczką wypad na ryby. Dotarliśmy nad San. Rozpaliliśmy ognisko, zjedliśmy kiełbaskę - rybki okazały się za małe. Dzień skończył się okropną ulewą, dzięki której przypomniałam sobie jak strasznie są burze w Bieszczadach.


A po deszczu wyrosły grzyby. No więc, po porannym wygonieniu krówek śmignęliśmy do lasku. A to kilka okazów - bardzo ładne kozaczki.


A teraz trochę o krówkach. Gonienie ich na pastwisko okazało się niesamowicie proste.


W zasadzie całą robotę odwalił Kapi. Krówki szły równiutko i grzecznie a sama wyprawa okazała się miłym, porannym spacerem. Spotkałyśmy konie i podziwiałyśmy parujące góry.




Spotkałam też zakapiora bieszczadzkiego. Ale o tym innym razem.

Aaa, zapomniałabym. Pozdrawiam całą pracującą ekipę ;)

2 komentarze:

  1. Przepiękne widoczki.
    Pozdrawiam Piotr

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie w Bieszczadach, podobno w tym roku wrzesień jest taki piękny jak był w 1939, to tak a propos 17 września, który w Bieszczadach chyba też był obchodzony?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...